Wypowiedź

Prof. Antoni Jackowski

Wypowiedzi

W tamtych czasach byłem Dyrektorem, może najpierw Dziekanem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, to jest ważne, bo wtedy uczestniczyłem w pierwszych wykopach, które były na terenie Kampusu, a już później prowadziłem tą budowę swoją, jako Dyrektor Instytutu Geografii UJ. Ja może zacznę od takiej malutkiej prehistorii. Teren, na którym stoi obecny Kampus był terenem, na który czasami chodziłem na wagary. Ja kończyłem Gimnazjum Kościuszki na ulicy Zamoyskiego i jak była taka zapowiadana klasówka z matematyki i z chemii to myśmy tak, to były przedmioty jeden po drugim, wtedy na kilka godzin wychodzili i tam żeśmy się chowali. I tam można powiedzieć, że od młodości siedzę w tym obszarze. Jak zapadła decyzja, ja pamiętam dyskusje na Senacie, jakie były, jako Dziekan uczestniczyłem w Senacie, nie wszyscy byli entuzjastami tego pomysłu. To myślę, że to wynikało częściowo z takiej świadomości mieszczańskiej niektórych profesorów to znaczy, że jest bardzo wygodnie w centrum, tutaj mamy Maurycja, mamy Sukiennice, Noworola, to tutaj o 12.oo, a tam o 13.oo, a gdzie z Kampusu, to jest koniec świata. Przypomina mi się uchwała Senatu z 1935 roku gdzie Senat zaprotestował przeciwko budowie Biblioteki Jagiellońskiej w tym miejscu gdzie ona w tej chwili stoi, bo była za rzeką. Więc ta, bym powiedział, to umiłowanie tego obrębu wokół Plant było bardzo silnie zakorzenione. I przyznam się, że tutaj wielkie zaangażowanie Rektora Ziejki, najpierw, jako Prorektora, który był wspierany przez Prof. Koja, Rektora, Pana Froncisza, ale przede wszystkim Rektora Ziejki bo on był od nawiązywania tych kontaktów z różnymi ludźmi, którzy wspierali, bo większość osób młodych zasiadających w Senacie, albo nie młodych tytułem tylko młodych wiekiem, którzy siedzieli, byli jak najbardziej, za, ale wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że bez silnego wsparcia władz państwowych i samorządowych nie ma możliwości żeby ta inwestycja została zrealizowana. Nie była to sprawa prosta, dlatego, że nie wszystkim odpowiadały układy polityczne w aktualnej chwili, a ciężko dla niektórych było wznieść się ponad te układy, już najbardziej był taki bym powiedział nieprzyjemny moment, kiedy Prezydentem został Kwaśniewski, czyli tzw. reprezentant komuny, to zrywamy wszystkie stosunki w ogóle nie patrząc na to, co urząd prezydenta może. Ja byłem zainteresowany żywo wejściem na Kampus, myśmy mieli nasz budynek na Grodzkiej 64, to był budynek bardzo ładny, zabytkowy, przez to, że był zabytkowy to w jakimś stopniu funkcjonowanie jego było ograniczone i myśmy się bardzo już byli ściśnieni. Już o tym żeby ktoś miał gabinet to już w ogóle sprawa była nierealna, ale myśmy się wymieniali przy biurkach, były dyżury, ja wiem, że miałem, jako dyrektor biurko takie służbowe w sekretariacie, ale w tym pokoju gdzie był mój zakład to biurko miałem tylko przez jeden czy dwa dni gdzie mogłem realizować, bo później w następnym dniu przy tym biurku siedzieli młodsi. Więc to - i nie było możliwości lokalowej żadnej żeby to przenieść. I pamiętam, niestety moje zabiegi jeszcze, jako Dziekana, a później dyrektora w pewnym okresie nie przynosiły owoców, znaczy w ogóle nie było realnych szans żeby w pierwszej kolejności poszedł Instytut Geografii. Na szczęście dla nas za czasów już rektorowania Pana Prof. Ziejki jeden z instytutów przedstawił tak drogi kosztorys inwestycji, to był chyba Instytut Nauk Geologicznych, że Rektor Ziejka z Panem Fronciszem w ogóle go wykluczyli. I pamiętam to był taki wczesno jesienny dzień, wrzesień, kiedy zadzwonił do mnie Rektor Ziejka i to było gdzieś około godziny 17.oo i mówi, Antoni masz natychmiast przyjść do Rektora. Ja pierwsze, co zrobiłem to rachunek sumienia, co ja tam źle zrobiłem, ale doszedłem do tego, wiedziałem, że coś nadzwyczajnego, bo takie rzeczy się nie zdarzają. I był Rektor Ziejka i Rektor Froncisz i Rektor Ziejka mówi, Antoni masz 5 minut, albo podejmujesz decyzję, że bierzesz tę lokalizację, albo będziecie w drugiej albo w trzeciej kolejności. I ja nawet nie potrzebowałem tych 5 minut żeby podjąć taką decyzję, ale to proszę zrozumieć, że to jest Uniwersytet, hierarchia, to taka decyzja powinna mieć poparcie Rady Instytutu. I ja zwołałem pilną Radę Instytutu na następny dzień i mówię, że podjąłem taką decyzję, jest nieodwracalna już, możecie mówić, co chcecie, najwyżej mnie możecie wyrzucić, bo to jest jedyna możliwość, jaka jest. I zaczęły się ataki, właściwie większość Rady była przeciwna, nawet młodzi, ja byłem zdruzgotany wyobraźnią tych osób, że one nie widzą, że tu nie ma żadnych szans rozwoju, że rozwój to jest Kampus, bo nie ma żadnych szans rozwoju. I pamiętam takie argumentacje panów profesorów, którzy mówią, ale przecież tutaj mamy cukiernie, ja w soboty tutaj ciastka kupuję. To były argumenty niby merytoryczne, dlatego żeby zostać na Grodzkiej. Ja mówię, a to, że dach, co roku nam przecieka i to do I piętra, bo tak został w latach dwudziestych skonstruowany to wam nie przeszkadza, nie, bo później jest malowanie i ja się nie bardzo tym przejąłem, znaczy przejąłem się, ale nie na tyle żeby zaprzestać działania. Bardzo mnie wspierał Prof. Krzemień i Prof. Domański. Prof. Krzemień był wtedy Dziekanem, a Prof. Domański został seniorem budowy. I właściwie myśmy w trójkę to robili. Dopiero reszta się włączyła znacznie później jak już był projekt. Myśmy mieli szczęcie do projektantów, bo później bardzo szybko został ogłoszony konkurs, który zaadaptował ten projekt dla tamtego Instytutu do naszych potrzeb. Więc to nie był taki surowy projekt. Projektantami była taka cudowna para Grażyna i Aleksander Czora, architekci ze Śląska, którzy wykonali wszystkie nasze rzeczy, które chcieliśmy. Ale tempo było takie, że we wrześniu Rektor podjął decyzję, a już chyba pod koniec października było poświęcenie kamienia węgielnego. To śp. Biskup Pieronek poświęcał i już stały mury, tam ten zarys murów już był. Więc to tempo było niesamowite tego. I to święto było rzeczywiście, ten moment wbudowania kamienia węgielnego to było święto polskiej geografii, myśmy to, ja tak wysyłałem zaproszenia do wszystkich ośrodków, bo byliśmy pierwszym ośrodkiem, który się ruszył z dawnych lokali i zapoczątkowaliśmy całą falę, bo w tej chwili właśnie wszystkie ośrodki geograficzne w Polsce są na jakichś kampusach swoich uczelni. Ale myśmy ten proces zapoczątkowali. I pamiętam, że to był właśnie koniec października albo początek listopada, dzień był taki jak to na jesieni niesympatyczny, ale z całej Polski przyjechało 60 osób dyrektorów i różnych takich znaczących profesorów, o znaczących nazwiskach, byli architekci, były kochane osoby w postaci Pana Barczyka, który przewinął się, bo jak zwykle był bardzo zajęty, ale to było coś wspaniałego. I z tego przykładu Kampusu naszego ci geografowie potem wystosowali takie wspólny apel, to było środowisko geografów do uczelni, że geografia zasługuje na to żeby mieć warunki do pracy w takich światowych warunkach. Pamiętam, że Rektor Ziejka był bardzo zdziwiony, jeszcze przyjechały na to władza akademii, tak, że było wydarzenie bardzo znaczące i myśmy we trójkę to znaczy Pan Prof. Krzemień, Prof. Domański i ja myśmy właściwie, co dwa tygodnie tam byli, a jak trzeba było to i częściej. Każdy kontakt, myśmy wskazywali, w którym miejscu powinien być kontakt, bo myśmy mieli wyobraźnię jak te biurka tam będą poustawiane, co nie zawsze się zgadzało, musieli zmieniać instalacje czy przebieg instalacji, ale Budostal był bardzo tak pozytywnie do nas nastawiony i wszystkie uwagi uwzględniał. Myśmy po odebraniu budynku nie mieli żadnych uwag takich do wykonawstwa, dlatego, że to wszystko było razem, właściwie razem żeśmy to budowali. I w lutym 2005 nastąpiło takie wewnętrzne spotkanie organizowane przez Instytut, zakończenia tych podstawowych prac, to znaczy już były wnętrza, już były pomalowane, jeszcze jakieś tam były z tej armatury różne rzeczy, ale zrobiliśmy takie spotkanie, na które znowu przyjechali geografowie, zrobiliśmy wycieczkę po całym budynku, każdy już wiedział mniej więcej gdzie będzie siedział, bo myśmy zrobili już taki plan przyznając poszczególnym jednostkom Instytutu miejsca i wtedy już wszyscy ruszyli do tego zagospodarowania i przygotowania się do przenosin. Oficjalnie przejęliśmy budynek 1 lipca 2005, więc proszę zobaczyć, jakie tempo, koniec 2003, a my w połowie 2005 przejmujemy budynek, wielki budynek, 8,5 tys. m2, super budynek. Myśmy w tym okresie - i to ośmielam się mówić bez fałszywej skromności - byli jednym z najnowocześniejszych ośrodków geograficznych na świecie - przyjeżdżali Amerykanie, Anglicy, Niemcy i wszyscy nam zazdrościli, że ten obiekt nam umożliwił instalację wszystkich najnowocześniejszych instrumentów badawczych, które są niezbędne dla normalnej pracy geografa. To przejęcie 1 lipca 2005 było symboliczne, dlatego, że nas gubi biurokracja, ogłosiliśmy przetarg na dostawę umeblowania i okazało się, że wygrała firma, która jak się później okazało, ma kapitał zakładowy w wysokości 100 tys. zł, w ogóle nie ma możliwości takiego przerobu. Myśmy mieli upatrzoną taką firmę, z tych projektów wszystkich, ze Stargardu Gdańskiego i w rezultacie w drugiej turze, ale po odwołaniach, sąd arbitrażowy, taka była wtedy procedura, tak, że ten Stargard wygrał i zrobili nam takie meble, jakie myśmy chcieli, dosłownie łącznie z tymi do komputerów i praktycznie myśmy dopiero przeprowadzali się w następnym roku, ale to już było takie na gotowe, nie będę opowiadał o problemach z przeprowadzką, bo nie mogliśmy uzyskać przez długi czas od władz miasta zgody żeby wjechały tiry i zabrały nam meble, na Grodzką, to trwała ta procedura bardzo długo, ale szczęśliwie się przenieśliśmy i zaczęliśmy tam urzędować. I rozpoczęły się wycieczki z ośrodków geograficznych i one są właściwie do dnia dzisiejszego. I ja twierdzę, że cały rozwój polskiej geografii na początku XXI wieku on się wiązał z tym wydarzeniem, że krakowska geografia dostała wspaniałe możliwości usytuowania się na Kampusie, wybudowania wspaniałego obiektu, funkcjonalnego ze wszystkim takimi urządzeniami gdzie tylko mogliśmy sobie marzyć, że takie urządzenia i pomieszczenia mogą być. Mieliśmy doskonałych patronów, mieliśmy doskonałych architektów, ale tam mi się wydaje, że sukces leży w tym, że myśmy mieli doskonałą współpracę z architektami i z budowniczymi, znaczy z Budostalem. Fakt, że myśmy byli bardzo często na budowie, a później w ostatnim pół roku prawie codziennie byliśmy, wtedy jeszcze autobusy tam nie kursowały, to nie było takie jak w tej chwili takie wygodne dojście, ale to wszystko sprawiło, że zazdrościła nam nie tylko Polska, ale Europa na pewno. Oczywiście o Kampusie to można mówić i mówić, bo to jest historia niby najnowsza, a tak bogata, że kryje tyle takich niuansów, które tak wychodzą stopniowo i myślę, że ciągle nie wszystko wiemy o Kampusie. Idea tego Kampusu przyświecała bardzo, jak mówię, pojawiały się te głosy dawno, później Rektor Koj, to był jedyny Rektor Uniwersytetu, który był trzy kadencje rektorem, który był zafascynowany w ogóle kampusami amerykańskimi. On bardzo dużo jeździł po Stanach Zjednoczonych i za każdym razem wracał i mówi, słuchajcie to jest przyszłość. I w pewnym momencie przyszedł do niego skromny człowiek w postaci, był Pan Kazimierz Barczyk, który przypilnował żeby Pan Rektor Koj w odpowiednim kierunku zwrócił swoją uwagę, to znaczy z jednej strony Pan Barczyk reprezentował tą stronę pozauniwersytecką, ale z drugiej strony też władze państwowe. I przyniósł jakąś tam kwotę pieniędzy, która umożliwiała rozpoczęcie pewnych prac. Więc wydaje mi się, że jeżeli będę miał wpływ na budowę jakiegoś pomnika na Kampusie to będą nie dwie wieże, ale będzie Barczyk i Koj, bo to jest ten okres, ten najdawniejszy. I później to poszło jak lawina, i mimo tych niechęci, które były. Pan Kazimierz Barczyk, jego działalność i wielki wkład w budowę Kampusu został dwukrotnie dostrzeżony przez władze, czy doceniony przez władze Uniwersytetu, bo dostał Medal 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego, co było rzadkim wyróżnieniem, a ostatnio dostał Medal, ja się śmieję, że to jest Medal Budowniczego Kampusu, choć on się inaczej nazywa, ale tak było i bardzo jest miło, że ja też dostałem taki medal tylko innej barwy. I myślę, że dzięki Panu Barczykowi, dzięki jego kolegom, dzięki jego sile przekonywania władz, bo tak mi się wydaje, że gdyby nie Pan Barczyk to i Pan Buzek nie byłby w takim stopniu zainteresowany tym pobytem. Ja pamiętam jeszcze wizytę na Kampusie Prezydenta Kwaśniewskiego, ta wizyta była dosyć szczegółowa, on wtedy zwiedzał te budynki, które były to znaczy Wydział Biotechnologii, Instytut Nauk o Środowisku i Instytut Geografii, bo wtedy, później było takie z nim spotkanie, on dużo zapewne słyszał o tym Kampusie, ale co go zaszokowało, już nie pamiętam, kto był wtedy Marszałkiem Województwa, ale pamiętam jak mi mówi później, że Prezydent się zacznie rozglądać za dodatkowymi pieniędzmi. To było takie może powiedzenie trochę na wyrost, ale w każdym razie to było, a ja uważam, że dla Kampusu też miało bardzo duże znaczenie to symboliczne poświęcenie Kampusu przez Jana Pawła II, to było coś symbolicznego, wzruszającego i przyznam się, że dziwię się, że ono nie jest w jakiś sposób przypominane, to, nie każdy Kampus święci Papież.

Rok 2019, część XI