Prof. dr hab. Marek Szymoński
WypowiedziJestem profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, jego też absolwentem, tak, że właściwie do czasu przeniesienia się na nowy Kampus cały czas maszerowałem tą samą ścieżką, najpierw jako student w 1968 roku zacząłem, a potem jako pracownik i teraz z kolei na nowym Kampusie. Jestem prawdopodobnie najdłużej przebywającym na III Kampusie Uniwersytetu Jagiellońskiego pracownikiem, ponieważ w czasach zamierzchłych tam się pierwszy przeniosłem ze swoim laboratorium. Potem miałem taką przerwę, wróciłem z powrotem na ulicę Reymonta, gdzie jest Instytut Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego a potem już do nowego budynku Instytutu Fizyki też wróciłem. Tak, że w przyszłym roku upłynie prawie 20 lat, kiedy że tak powiem po raz pierwszy na nowym Kampusie, III Kampusie tak jak go teraz nazywamy, Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpocząłem pracę. Ale wracając do początków to mój związek z Kampusem głównie był związany z moją pracą jako Prorektora Uniwersytetu Jagiellońskiego w ekipie Pana Rektora Koja śp., który być może troszeczkę za poradą kolegów, zwrócił się do mnie i zapytał czy zechciałbym uczestniczyć w ekipie prorektorskiej i pracować z nim na tym stanowisku. Byłem początkowo odpowiedzialny właściwie też nie do końca II kadencji, cały czas byłem odpowiedzialny za współpracę międzynarodową Uniwersytetu, ale potem właśnie z biegiem lat troszkę przybywało mi obowiązków i te nowe jak gdyby obowiązki, które potem na mnie spadały były właśnie związane z budową III Kampusu Uniwersyteckiego. Ta koncepcja nowego Kampusu oczywiście jest dosyć dawna i ona znacznie wcześniej powstała zanim pierwsze materialne przejawy i pierwsze łopaty wbite w grunt tam, jak wtedy mówiliśmy w Pychowicach, chociaż bardziej to był Ruczaj niż Pychowice, zostały wbite. Tak, że ja jak rozpocząłem moją współpracę z rektorem Kojem to wtedy dowiedziałem się troszeczkę więcej o tej koncepcji, o tej idei nowego Kampusu, w pewnym sensie ta koncepcja w takiej współczesnej wersji to w moim przekonaniu była właśnie głównie zainicjowana przez śp. Rektora Pelczara, który jeszcze właśnie przed rozpoczęciem tej drugiej kadencji Rektora Koja często podróżował, bardzo intensywnie dbał o współpracę międzynarodową Uniwersytetu, podróżował do Stanów Zjednoczonych i tam zwiedzał różnego rodzaju właśnie obiekty uniwersyteckie, które jak wiadomo w Stanach Zjednoczonych najczęściej mają postać takich właśnie kampusów zlokalizowanych często na peryferiach miasta czy, w każdym razie nie w jego centrum. Zdarzają się też uczelnie oczywiście, które też są zlokalizowane w miastach, ale jak wiadomo tam w Stanach Zjednoczonych jest troszeczkę też inny styl życia i przeważnie te kampusy uniwersyteckie są zlokalizowane na peryferiach. Tam też zetknął się już bezpośrednio z taką materialną postacią tego co nazywamy Parkiem Technologicznym i jak to w Stanach Zjednoczonych było budowane, bo właśnie ta koncepcja Parku Technologicznego, czyli takiego miejsca gdzie następuje pewna symbioza, a przynajmniej współpraca pomiędzy sektorem akademickim a sektorem komercyjnym, przemysłowym ma niezwykle ważne znaczenie, wiemy, że tam jest właściwie najstarszy Park Technologiczny jaki powstał, ale też i wszyscy wiemy o Krzemowej Dolinie i o tych różnych miejscach gdzie my wtedy marzyliśmy żeby chociaż w jakimś niewielkim stopniu tutaj w Krakowie coś takiego mogło powstać, na bazie też i pewnego entuzjazmu, tych przemian, które nastąpiły w Polsce pod koniec lat 80-tych gdzie wszyscy żyliśmy tym optymizmem, że znowu mamy szansę zbudować ten kraj jakoś w nowy sposób. Tak, że Rektor Koj również był zdecydowanym zwolennikiem właśnie koncepcji Kampusu Akademickiego i w jakiś sposób chciał to połączyć z dużymi brakami lokalowymi, które występowały zwłaszcza wśród wydziałów nauk ścisłych i przyrodniczych, ale one stawały się coraz bardziej właściwie widoczne również na wydziałach humanistycznych ze względu na to, że zaczęliśmy kształcić coraz większą liczbę studentów. Wtedy był taki okres gdzie właściwie z roku na rok tych studentów przybywało, Uniwersytet się reorganizował żeby w jakiś sposób podołać tym zadaniom, więc to też była bardzo taka sprzyjająca atmosfera żeby właśnie przystąpić do budowy czegoś na dużą skalę, nowego, co by właśnie te potrzeby Uniwersytetu zaspokoiło. Więc jeżeli nawet mówiono o kampusie nauk ścisłych to mówiono również to w kontekście np. opróżnienia pewnych budynków zajmowanych do tej pory przez nauki ścisłe w centrum i to by umożliwiło z kolei dalszą ekspansję nauk humanistycznych i obiektów, które też były w potrzebie. Np. jednym z takich nowych wtedy wydziałów, który dopiero powstał to był Wydział Zarządzania, który w ogóle nie miał właściwie takiej siedziby stałej, bo w zasadzie nie było Wydziału Zarządzania na Uniwersytecie i dopiero to były nowe formy, nowe obszary działalności. Wracając do Kampusu to w zasadzie od początku tej kadencji, która zaczęła się w 1993 roku to był właśnie taki jeden z priorytetów. Jednym z priorytetów była walka z administracją i przerostem administracji, a drugim właśnie to był Kampus UJ i ze strony humanistów to była budowa nowego skrzydła Biblioteki Jagiellońskiej, to było też zadaniem, gdzie właściwie wszystkie wydziały humanistyczne były niezwykle zainteresowane i ja sam też uczestniczyłem w wielu takich spotkaniach gdzie pokazywano mi też zwiedzania tych obiektów humanistycznych, które dla mnie wcześniej były nieznane, bo pochodziłem z nauk ścisłych, gdzie pokazywano mi właśnie te trudności lokalowe, potrzeby itd. Czyli z kolei to nie była jedyna rzecz, która interesowała społeczność akademicką Uniwersytetu, w związku z tym osiągnięcie kompromisu i zdecydowania się na pewne wyraźne priorytety było bardzo ciężkim zadaniem. I tu muszę powiedzieć, że Rektor Koj był mistrzem właśnie takich negocjacji, znalezienia zdrowego kompromisu, a jednocześnie zawsze starał się zrobić to tak żeby ta strona, która może nie była objęta tym projektem nie czuła się poszkodowana, np. żeby budowa nowego Kampusu dla nauk ścisłych nie zaszkodziła czy też nie stała w poprzek właśnie tego, czym humaniści byli zainteresowani, czyli np. budową nowego skrzydła Biblioteki Jagiellońskiej. I to wydaje się, że bardzo roztropnie, ale konsekwentnie Rektor Koj potrafił realizować z tym, że ponieważ też na bazie tych przemian, różnych potrzeb zarówno, jeśli chodzi o miasto jak i o sprawy ogólnokrajowe, które były priorytetem rządu to tych zadań i priorytetów było bardzo dużo. I nic dziwnego, że te potrzeby Uniwersytetu wyrażane właśnie czy artykułowane w ten sposób, że my potrzebujemy nowy Kampus, bo chcemy się rozwijać, chcemy zapewnić dobre warunki kształcenia i badań, zwłaszcza właśnie dla nauk ścisłych, to nie koniecznie znajdowały zrozumienie wobec innych potrzeb, które wtedy istniały. Stąd bardzo dużo o tym rozmawialiśmy, było bardzo wiele spotkań, bardzo wiele różnych narad, właściwie wszystkie podmioty, które tutaj w regionie istniały zgadzały się, że to jest ważne i potrzebne tym niemniej to nie prowadziło do żadnych konkretnych realizacji tego planu czy nawet początku tego planu, bo zawsze jednak te inne potrzeby ze względów finansowych zwyciężały. I być może one były społecznie bardzo potrzebne i my tutaj nawet specjalnie żeśmy oczywiście nie ubolewali nad tym, że jesteśmy tacy właśnie niedocenieni i prześladowani, że na te nasze pomysły nie daje się pieniędzy, ale byliśmy zdeterminowani żeby jednak o to walczyć, żeby jednak się starać różnymi sposobami. I wtedy akurat ze względu na to, że byłem odpowiedzialny za stosunki międzynarodowe to w 1976 roku przez właściwie też, z upoważnienia Pana Rektora Koja, zorganizowałem taką konferencję w Krakowie jesienią, ona nosiła tytuł Świat nowych technologii, gdzie było zaproszonych wielu gości z zagranicy, między innymi Dyrektor tego najstarszego Parku Technologicznego ze Stanów Zjednoczonych, byli inni goście i właśnie głównym punktem i właściwie celem tej konferencji i tych różnych referatów, spotkań i dyskusji, które wtedy były, było właśnie przypatrzenie się jak to inni robili na świecie i czy rzeczywiście możemy to w jakiś sposób tutaj przenieść czy skorzystać z tych doświadczeń, aby zrealizować tą misję budowy nowego Kampusu, ale cały czas byliśmy przekonani, a zwłaszcza Rektor Koj był przekonany, że budowa nowego Kampusu musi być związana z budową Parku Technologicznego, zwłaszcza, że to ma być Kampus nauk ścisłych i przyrodniczych to, że koniecznie to musi obok tego powstać właśnie ten Park Technologiczny. I później taką podsumowującą naradą właśnie tych głównych zaproszonych gości, z udziałem też nas, przedstawicieli Uniwersytetu, była taka konkluzja, że oni widzą potencjał tutaj w Krakowie i bardzo też są przekonani naszym zapałem i entuzjazmem do takiego projektu, ale uważają, że my musimy coś materialnie zrobić, dlatego, że jeżeli nie powstanie coś konkretnego w okresie najbliższych dwóch, trzech lat to wszystko się rozmyje w dyskusjach, ludzie zaczną powoli o tym zapominać i że być może to właściwie nic z tych naszych tutaj planów czy chęci nie wyniknie. I właśnie między innymi ten Dyrektor tego Amerykańskiego Parku Technologicznego powiedział, słuchaj, bo nawet to było później już w takiej prywatnej rozmowie, ja jestem głęboko przekonany, że /…/ istnieje tylko, dlatego, że przez pierwsze 10 lat zanim właściwie nie było żadnej firmy komercyjnej, zanim właśnie ten IBM, który był jednym z pierwszych inwestorów, nie wybudował swojego obiektu, jedynym obiektem, który istniał i który miał napis Park Technologiczny itd., to był jednokondygnacyjny pawilon mieszczący administrację i grupę entuzjastów, którzy chcieli tam zbudować Park Technologiczny. I to trwało 10 lat zanim pierwszy inwestor przyszedł i zanim zbudowaliśmy to, co jest w tej chwili, co uważacie za taki wzorcowy prawie, że plan jak Park Technologiczny ma funkcjonować. I to był ten jeden element. Potem właśnie wydaje się, tutaj muszę powiedzieć, że mam troszeczkę już pamięć, tak nie całkiem dobrze pracuje, bo nie jestem pewien czy to było w okresie między świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem z roku 1996 na 1997 czy z, 1997 na 1998 bo zazwyczaj w tym okresie Rektor Koj organizował takie rozmowy. Uważał, że to jest okres międzyświąteczny, mało petentów czy interesantów przychodzi z jakimiś sprawami, więc my możemy się spotkać i porozmawiać o przyszłości. Podejrzewam, że to było właśnie gdzieś z końcem 1996 roku gdyż właśnie od roku 1997 byłem bezpośrednio już zaangażowany w te sprawy Kampusu gdzie mieliśmy właśnie taką dyskusję z Dyrektorem Kojem w cztery oczy na temat koncepcji budowy nowego Kampusu, a właściwie też w kontekście tych potrzeb bezpośrednich, które artykułował Rektor Koj to znaczy budowy Instytutu Biologii Molekularnej, z którego się wywodził. I ja do tego czasu byłem w zasadzie zwolennikiem innej koncepcji, nie byłem entuzjastą budowy nowego Kampusu. Uważałem, że zasoby powierzchniowe, w szczególności, jeśli chodzi o nieruchomości i tereny, które w obrębie miasta Uniwersytet posiada, a to w szczególności dotyczyło obszaru, który nazywamy do tej pory drugim Kampusem, czyli między Wydziałem Chemii, Instytutem Fizyki i tym, co teraz jest Uniwersytetem Rolniczym, a wcześniej to była Wyższa Szkoła Rolnicza przy Alejach, że one umożliwiają budowę takiego znacznie wcześniejszego planu, który był nawet do tego stopnia zaawansowany, że pierwsze wykopy zostały zrobione jeszcze jak ja byłem, ja pamiętam ten czas, kiedy ogrodzono ten teren i rozpoczęto budowę Instytutu Biologii Molekularnej pomiędzy Wydziałem Chemii a Fizyki. Fizycy szczególnie byli na to uwrażliwieni, dlatego, że na wysokości II piętra miała być przewiązka z tym nowym budynkiem i w związku z tym pewne pokoje zajmowane przez fizyków miały być przesiedlone, więc bardzo dobrze to pamiętam, ale potem te początki budowy Instytutu Biologii Molekularnej jakoś bardzo szybko zostały zakończone ze względu na brak jakichś większych środków na tą budowę i sprawa zamarła. Natomiast Rektor Koj wtedy podczas tej rozmowy powiedział, wie Pan ja rozumiem, że tak pragmatycznie i na krótki okres czasu to może by rozwiązało problem Instytutu Biologii Molekularnej, ale my musimy patrzeć ze znacznie większą perspektywą, musimy mieć wizję na p przyszłość, na dziesiątki, na setki właściwie lat, bo Uniwersytet w takiej skali czasowej pracuje, że nie można tego tutaj lokalizować z tymi ograniczeniami obszarowymi, które nie pozwolą na dalszą ekspansję i na rozwinięcie tej koncepcji i że ja jestem zdecydowanie zwolennikiem budowy Kampusu Uniwersyteckiego. No, więc ja posłusznie, jako jego pracownik powiedziałem, Panie Rektorze Pan jest tutaj Rektorem, skoro Pan tak uważa to ja oczywiście też będę tutaj współpracował, ale uważam, że powinniśmy rzeczywiście zrobić coś konkretnego i przejść od fazy dyskusji, nieskończonych narad, które kosztują nas bardzo dużo czasu, a nie prowadzą do żadnych specjalnych wyników, musimy rzeczywiście po prostu zacząć coś robić, zacząć budować, ale jak budować skoro nie ma środków, nie ma żadnych pieniędzy, nie ma przyrzeczeń. I ja mówię Panie Rektorze proszę sobie przypomnieć tą konferencję, w której sam Pan uczestniczył i to, co powiedziano w konkluzji, że właśnie ten jeden pawilon samotnie stojący przez 10 lat stał się początkiem czegoś, co potem zaowocowało właściwie czymś wielkim, czymś, co jest wzorcem dla parków technologicznych na świecie. I, że my musimy zbudować coś podobnego. A ponieważ ja wtedy troszeczkę też zreorganizowałem taką ekonomiczną stronę działalności, która była podległa współpracy międzynarodowej, bo to głównie chodziło o takie domy gościnne Uniwersytetu, w których głównie goście zagraniczni nocowali odwiedzający licznie Uniwersytet i w różnych formach działalności zawsze starałem się szukać takiej metody wypracowywania środków, ale nie oddawania tych środków do wspólnej kasy tylko przypisywania im konkretnego celu, że tutaj zarobione zostały takie i takie pieniądze i będziemy je wydawać na takie i takie cele. I w stosunkowo krótkim czasie przygotowałem taki biznes plan, jak to się teraz nazywa, w którym mniej więcej oszacowałem przy pomocy zresztą tutaj projektantów i architektów profesjonalnych koszt takiej małej inwestycji, która z założenia miała być właśnie siedzibą tego, co istniało, jako instytucja w Krakowie, nazywało się Środowiskowym Laboratorium Analiz Fizyko-Chemicznych i było przedsięwzięciem pomiędzy kilku uczelniami, w szczególności Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza, byli tymi głównymi udziałowcami, to również Akademia Nauk, dlatego, że Prof. Bielański był takim właśnie, też już śp., mimo bardzo długiego wieku, był rzeczywiście niezwykle aktywny przez bardzo długi okres czasu, to on był właśnie Tym pionierem, który taką koncepcję wspólnego, międzyuczelnianego obiektu czy instytucji badawczej, która miała służyć różnych udziałowcom nie tylko właśnie w wymyślił, ale zrealizował i zdobył pieniądze na zakup unikalnej aparatury i wtedy ja też dosyć byłem zaangażowany w środowisko tego laboratorium, byłem też przewodniczącym rady naukowej przez ileś lat i zaproponowałem, że to będzie najlepsza lokalizacja żeby właśnie na tym Kampusie Nauk Ścisłych taki obiekt powstał i że my po prostu zbudujemy z własnych środków wypracowanych, zbudujemy taki obiekt i to pozwoli pokazać wszystkim, że Uniwersytet nie czeka aż gdzieś rząd, parlament, inni sponsorzy dadzą pieniądze tylko na tyle jest Zdeterminowany i przekonany do koncepcji budowy Kampusu Uniwersyteckiego, że sam z własnych środków rozpoczyna tą budowę. I muszę powiedzieć, że tutaj bardzo nas też wiele osób wspomagało, ale szczególnie muszę wymienić Wiceprezydenta Miasta Krakowa Krzysztofa Gerlicha, który wtedy był, muszę powiedzieć niezwykle się zaangażował w to i on obiecał i dotrzymał tej obietnicy, aczkolwiek oczywiście to Rada Miasta, oczywiście Prezydent itd., a on był tą osobą, która bezpośrednio tak jak ja pracując w ekipie Rektora Koja bezpośrednio się tym zajmowałem, tak i on w tym bardzo bezpośrednio uczestniczył i obiecał i dotrzymał tego, że on w takim razie, jeżeli wy zaczniecie budowę to ja zbuduję pierwszy kawałek drogi. I ta droga powstała między miedzami, była ścieżka, ale okazało się, że na planach miasta to miała być ulica i ta ulica nosiła nazwę ulicy Gronostajowej. To nie jest nazwa, którą teraz wymyśliliśmy ze względu na gronostaje rektorskie, które przez Rektora przy różnych uroczystościach są noszone tylko właściwie niewiadomo, pewnie może takie zwierzątka były inspiracją dla nazwy tej ulicy, trudno mi powiedzieć, ale myśmy z niezwykłą radością odkryli to i powiedzieli, jak tam jest ulica Gronostajowa to tam musi być Kampus, to nie ulega wątpliwości. I pierwsze 300 m tej ulicy Gronostajowej, którą obecnie można przejechać, zawdzięczamy wsparciu i myślę zabiegom w dużej mierze też Pana Wiceprezydenta Görlicha, notabene on ma też jeszcze jedną zasługę, może wiele ma zasług, ale taką, która bezpośrednio z moją działalnością była związana, a związaną właśnie z Parkiem Technologicznym, dlatego, że równolegle przez cały czas my myśleliśmy właśnie o tej koncepcji Parku Technologicznego, że to musi towarzyszyć budowie Kampusu i udało się tutaj już, bardzo wiele osób, w szczególności Pan Rektor Chodorowicz ze strony Uniwersytetu był właśnie taką osobą, która bardzo o to zabiegała, wspierany przez Pana dr Skarbka Dyrektora Administracyjnego i w 1997 roku głównie chyba te zabiegi były bardzo intensywne i one doprowadziły do tego, że od 1 stycznia 1998 roku właśnie powstała strefa ekonomiczna i ta strefa ekonomiczna była taką dosyć unikalną w Polsce dlatego, że ona nie była zlokalizowana w jednym miejscu tylko w trzech miejscach, a to dlatego, że jej udziałowcami była Politechnika Krakowska, Uniwersytet Jagielloński, Huta Sendzimira i oczywiście miasto, region, który to wspierał zdecydowanie. Dzięki temu ta decyzja dała szansę powstania Parku Technologicznego, ponieważ utworzenie tej strefy ekonomicznej podniosło komercyjną wartość tych terenów, nam się udało, bo jaka te pierwsze koncepcje Kampusu Uniwersyteckiego powstawały to w zasadzie Uniwersytet w ogóle w tym rejonie między Ruczajem a Pychowicami nie posiadał żadnych terenów. Stosunkowo późno dopiero jedną działkę uzyskano poprzez zmianę i potem dopiero taką już zorganizowaną akcję pozyskiwania gruntów i wykupywania gruntów od prywatnych inwestorów, od prywatnych właścicieli żeśmy podjęli na dużą skalę, ale wtedy, kiedy już duża część tego obszaru właśnie między Ruczajem a Pychowicami uzyskała ten status strefy ekonomicznej to Uniwersytet już posiadał dosyć dużą ilość gruntów, to już było około 20 ha, duża ilość stosunkowo gruntu tak, że my potem mogliśmy też skorzystać na wzroście wartości tego gruntu właśnie poprzez uzyskanie tego statusu strefy ekonomicznej. I to pomogło zdecydowanie w pozyskaniu pierwszego poważnego inwestora jakim była firma Motorola dla tego Kampusu i wtedy rzeczywiście tak jak w Stanach Zjednoczonych firma IBM była tym pierwszym komercyjnym inwestorem tak tutaj firma Motorola i to jest właściwie prawie, że anegdotyczne jak do tego doszło dlatego, że firma szukała oczywiście miejsca na Centrum Soutwerowe w Polsce, z tym, że my wiedzieliśmy, że właściwie największe szanse ma Wrocław, Wrocław miał tam - i zresztą zabiegał bardzo o to żeby Motorola tam to Centrum zbudowała - ale również Wiceprezes, który wtedy przyjechał Motoroli, odwiedził Kraków i władze miasta w szczególności i tam oddelegowany był właśnie Pan Wiceprezydent Krzysztof Görlich, bardzo też był zainteresowany, próbowały też jakieś przedstawić atrakcje żeby ta firma i żeby ten Wiceprezes się zdecydował, że to może jednak w Krakowie, a nie we Wrocławiu. I ja z kolei przez Rektora Koja byłem oddelegowany ze względu na to, że właśnie stosunki międzynarodowe itd., bo jeszcze wtedy nie miałem jakiejś oficjalnej funkcji, bo później przez pewien czas byłem przewodniczącym rady nadzorczej w Paku Technologiczny, ale wtedy jeszcze nie i wiem, że pierwsze takie miejsce to oglądaliśmy w Instytucie Fizyki Jądrowej w Bronowicach, tam przyjął nas Dyrektor, wtedy pokazał takie miejsca niezagospodarowane, ale muszę powiedzieć, że one raczej nie wywarły dobrego wrażenia na Panu Wiceprezesie Motoroli, który tam oglądał wszystko, pokiwał głową, powiedział, że to trochę przygnębiające, takie stare budownictwo itd. I potem w zasadzie na Uniwersytecie też nie mieliśmy specjalnego pomysłu czym moglibyśmy go zachęcić w związku z tym zasugerowałem Panu Görlichowi, że zaprośmy go po prostu na obiad do Przegorzał, tam U Zjada tak jak do tej pory się to nazywa była restauracja, która służyła częściowo Instytutowi Polonijnemu Uniwersytetu Jagiellońskiego jako stołówka, a częściowo działała jako restauracja w takim obiekcie zbudowanym podczas wojny przez Niemców notabene, ale obok tego tzw. zamku jak go tam czasem nazywamy, była basza jeszcze Szyszko-Bohusza znacznie wcześniejsza i tam na balkonie z pięknym widokiem na Wisłę jedliśmy obiad i tak rozmawiamy, jeszcze nie bardzo wiedząc co mamy powiedzieć, ja tak zapytałem się tego Wiceprezesa Motoroli co on uważa, co by było takim rzeczywiście argumentem, że to jednak nie we Wrocławiu tylko w Krakowie byście zrobili to Centrum. On tak się na mnie popatrzył, rozglądnął się dookoła, też Pan Görlich siedząc czekał co tutaj padnie, a on mówi, potrzebujemy siedzibę taką tymczasową bo jak byśmy się mieli tutaj sprowadzić to mówicie o tej strefie ekonomicznej, ale to przecież dopiero trzeba wybudować, to potrwa, a my gdzieś musimy, my to od razu musimy zrobić. Ale tu mi się podoba, jakbyście tutaj ten budynek oddali na taką siedzibę tymczasową to może byśmy się zgodzili tylko, że ta baszta tutaj obok, myślę, że on sobie żartował w pewnym sensie z nas, ta baszta to by była dobra na mieszkanie dla dyrektora tego Centrum. I ja tak sobie myślę, w zasadzie to chyba jest zupełnie niewykonalne, ale ponieważ jest niewykonalne co cóż mi szkodzi sprzedawać Niderlandy, powiedziałem, bo to dobrze, to co, słowo, słowo, jak dostaniesz to, to przychodzicie. Jak dostanę to przychodzimy. To ja się porozumiem, bo muszę z Rektorem zobaczyć jak to jest, czy to jest wykonalne, ale wkrótce dam znać. Krzysztof Görlich na mnie patrzył jak na jakiegoś zupełnie niespełna chyba rozumu i po tym obiedzie poszedłem do Rektora Koja po południu bo był ciekaw, co tam było i czy w ogóle coś konkretnego, ja mówię Panie Rektorze ja powiedziałem, że jak mu damy Przegorzały na siedzibę to wtedy Motorola przyjdzie do Krakowa. Ja muszę powiedzieć, że też tak troszkę, sobie pomyślałem, dobry żart, ale przecież chyba to jest niewykonalne. Rektor się tak trochę zasępił i powiedział, rzeczywiście, bo to przecież Instytut Polonii, w tej baszcie było mieszkanie służbowe, tam mają zajęcia, to chyba jest niemożliwe. Ale wie Pan, bo tak się składało, że temu Prorektorowi ds. Współpracy Międzynarodowej właśnie Instytut Polonijny też podlegał, to było w moim pionie. Ja trochę też nawet się bałem i poszedłem do Profesora i mówię, tutaj jest taka sprawa, a tak, oczywiście słyszałem, że Motorola, ale musielibyście się przenieść do tej części hotelowej, bo tam był, jest zresztą do tej pory ta część hotelowa, jako Instytut Polonijny, bo oni chcą to, jako siedzibę przejściową. Muszę powiedzieć, że jestem pełen uznania do tej pory dla Prof. Miodunki, ponieważ on naprawdę miał takie poczucie obowiązku społecznego, że nie tylko jakaś bliska koszula ciału, ale, że są inne ważniejsze cele. I powiedział tak, dobrze, ale ja muszę się przenieść, jest tam poniżej gdzie jest część parkingowa, tam można by adaptować, to ja bym się wtedy tam przeniósł i on zaczął realnie mówić o tym, co zrobić i jak żeby przenieść Instytut Nauk Polonijnych. I tak się stało, Motorola tam miała swoją siedzibę przejściową, dotrzymała zobowiązania i kupiła od nas 10 ha w Specjalnej Strefie Ekonomicznej na nowym Kampusie i tam do tej pory zresztą stoją te ich budynki i to jest jeden z największych inwestorów, który się tutaj znalazł. I w zasadzie to, dlatego też jest bezpośrednio związane z tym pierwszym budynkiem, który powstał w rekordowym czasie 12 miesięcy od wbudowania kamienia węgielnego przez najpierw Rektora Koja, ja też tam dołożyłem swoje, poświęcił śp. Kardynał Macharski i do otwarcia upłynęło 12 miesięcy, w 1971 roku otworzyliśmy ten pierwszy budynek, na początku miał być parterowy, w 1979, więc rzeczywiście budowa została rozpoczęta w 1998 roku w czerwcu, kamień węgielny został 28 czerwca zakopany, natomiast w czerwcu następnego roku, 1999, czyli w zasadzie na zakończenie mojej drugiej kadencji został otwarty ten nowy budynek i w okresie wakacyjnym tam przeniosłem swoje laboratoria, jako część tych laboratoriów środowiskowych, laboratoriów fizyko-chemicznych w Krakowie natomiast jeszcze wcześniej podczas tej inwestycji Uniwersytet doszedł do wniosku, że jednak może byłoby to też dobrze, żeby poza tym budynkiem laboratoryjnym, tam była też jednostka dydaktyczna, to był Instytut Biologii Środowiskowej, który też bardzo poszukiwał miejsca, nie miał dobrych warunków lokalnych i w związku z tym nadbudowano jedno piętro podczas tej inwestycji. I Instytut Biologii Środowiskowej tam się przeniósł, oraz takie laboratorium chemii środowiskowej, które tam też w tej parterowej części tego budynku się przeniosło. Tak, że w zasadzie te dzieje pierwszego budynku na Kampusie Uniwersyteckim i dzieje Parku Technologicznego są bardzo ze sobą splecione zarówno w sensie koncepcji i przekonania nas, że zbudowanie czegoś nawet bardzo skromnego, ale własnymi siłami, działa niezwykle przekonywująco dla decydentów finansowych, potem nawet żeśmy się troszeczkę tak pół żartem, pół serio na Uczelni, czasem żeśmy sobie nawet żartowali, że każdy czy regionalny działacz czy polityk na szczeblu centralnym jak się pojawił na Uniwersytecie to urządzaliśmy mu taką ścieżkę zdrowia, wieźliśmy na Kampus, na budowę, kazaliśmy mu ubierać kask itd., i pokazywaliśmy, my tu budujemy Kampus. I to muszę powiedzieć, że zmieniało niezwykle, wydawało się, że skromny obiekt z punktu widzenia potrzeb uczelni to naprawdę niewiele, natomiast sam fakt, że tam trwa budowa, że właśnie buduje się ulice i asfaltuje, że lampy się już tam podłączyły i one zaczęły świecić od nowego roku to przekonywało tych ludzi, że to jest coś realnego, że w takim razie czas się dołożyć, czas rzeczywiście na decyzje, które zaowocowały tą już znaną i na pewno inne osoby o tym mogą nawet w większym stopniu opowiedzieć i dokładniej niż ja, gdzie rzeczywiście podjęto decyzje już związane z Jubileuszem Odnowienia Fundacji Uniwersytetu Jagiellońskiego i tą dotacją, która zaowocowała obecnym stanem budynków na Kampusie. I muszę powiedzieć, że jak teraz, bo często jeżdżę komunikacją miejską i często przyjeżdżam na Kampus właśnie do pętli przy ulicy Czerwone Maki, która właśnie prowadzi tam do tej części Parku Technologicznego i stamtąd idę, jeżeli tylko pogoda pozwala, w stronę właśnie obecnego budynku Instytutu Fizyki, to są dwa przystanki tramwajowe, ale można się przejść czymś, co wtedy nie docenialiśmy, a co właśnie zostało powołane do życia przez z kolei Prof. Bema z Politechniki Krakowskiej, który opracował pierwszy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu i on nas przekonywał, że jeżeli pojedziecie tam dalej, tam gdzie była wcześniej też tylko w szczątkowym zakresie ulica Czerwone Maki, jeżeli stamtąd popatrzycie to widać Wawel. W związku z tym tam będzie aleja Wawelska i to jest rzeczywiście właściwie teraz ulubiony szklak spacerowy dla mieszkańców osiedla Ruczaj-Zaborze, którzy tam przychodzą z dziećmi, z wózkami, z rowerowymi i ja idąc od tej ulicy, od pętli właśnie tramwajowej Czerwone Maki do siebie do pracy mam pewne takie poczucie miłe, że jakoś tam się do tego przyczyniłem, że tu taj po lewej i prawej stronie tej alei Wawelskiej są obiekty zarówno Motoroli jak i innych komercyjnych budynków, jest Inkubator Przedsiębiorczości Uniwersytetu i potem właśnie Instytut Biologii Molekularnej w obecnej postaci już całego Wydziału i potem dochodzę do siebie do pracy. Wymieniając Krzysztofa Görlicha chciałem jak gdyby podkreślić to jego takie osobiste zaangażowanie, które oczywiście z jednej strony wynikało z funkcji, którą pełnił, ale też chyba właśnie z takiego osobistego, personalnego przekonania, że to jest coś takiego do czego chciałby się przyłożyć i zawdzięczamy mu dużo rzeczywiście tego wsparcia. Natomiast to wszystko o czym opowiedziałem to oczywiście nie dlatego żebym chciał sobie jakieś specjalne zasługi przypisywać tylko raczej żeby pokazać właśnie jakimi drogami to szło, bo z jednej strony były starania oficjalne, było też zawiązane konsorcjum bardzo wielu podmiotów, ta chyba 14 uczelni, Rada Miasta, bardzo wiele czynników było, ale właśnie ta niemoc finansowa jaka w sumie wtedy była ze względu na bardzo dużą ilość potrzeb po tej transformacji w 1989 roku to ona powodowała, że poza dyskutowaniem i przekonaniem, że dobrze by było to nic konkretnie się nie działo, natomiast mnie chodzi o to żeby podkreślić, że jednak czasem takie troszeczkę porwanie się z motyką na księżyc i zbudowanie czegoś, co może rozmiarami jest skromne daje taki efekt bardzo duży, ponieważ w ten sposób przekonujemy innych, że to jest na poważnie, że to rzeczywiście trzeba zrobić i po prostu trzeba się wziąć do roboty. Więc podczas dyskusji, planów właśnie budowy Kampusu Uniwersyteckiego bardzo często i bardzo pozytywną tutaj, z pozytywnej strony czuliśmy wsparcie ze strony Rady Miasta i oczywiście Prezydenta Miasta, Prezydenta Lasoty, który zresztą właśnie był tą osobą, która delegowała właśnie do tych bezpośrednich kontaktów Pana Wiceprezydenta Görlicha i tutaj myślę, że czuliśmy takie naprawdę duże wsparcie ze strony władz miasta i też wydaje się, że nie musieliśmy jakoś strasznie przekonywać Rady Miasta żeby nas wsparła. Tuta zresztą i z Urzędu Wojewódzkiego mieliśmy też bardzo duże wsparcie cały czas tylko, że tak jak mówię, wszyscy byli przekonani, że to jest naprawdę coś co dobrze żeby się stało, ale mając tyle różnych potrzeb i tyle różnych właśnie głosów co jest ważniejsze, co powinno być w pierwszej kolejności nie koniecznie ten głos środowiska jednak akademickiego, a więc trochę takiego może i nawet izolowanego czasem od tych kręgów szerokich społeczeństwa, które czasem nie potrafi przekonać do swoich racji, to jest nasza wina, że często nie potrafimy w dobry sposób przekonać, że my jednak możemy coś zrobić szerzej nie tylko dla siebie, ale, że z naszej działalności wynika coś dobrego dla innych. Więc to też było istotne. Ale muszę powiedzieć, że tutaj to wsparcie było, ale wiadomo było, że również to nie jest w gestii władz regionalnych, żeby środki na tego typu inwestycje zostały przeznaczone i musieliśmy się dostać właśnie do tych kręgów już w Warszawie, które mogły przy wsparciu regionalnym te nasze prośby, podania i wnioski w jakiś sposób przekuć na ich realizację później w postaci dotacji finansowych. I tutaj nawet jeśli chodzi o sam Instytut Biologii Molekularnej to pierwsza dokumentacja budowy tego Instytutu została zrobiona właśnie dzięki dotacji też centralnej w wysokości 320 tys. zł. Potem troszeczkę jakoś to w pewnym sensie deprymująco podziałało na innych bo powiedzieli, że jak dostaliśmy 320 tys. to znaczy, że nie mamy o czym mówić, ale to tak na chwilę był taki dołek pewien, ale potem to jednak trzeba się starać, trzeba przekonywać. Tutaj oczywiście to otwarcie tego pierwszego budynku, które kończyło tą drugą kadencję Rektora Koja i również moje bezpośrednie zaangażowanie w całej tej inwestycji oczywiście nie było końcem, a nawet trudno powiedzieć, że było początkiem Kampusu Uniwersyteckiego, który teraz nazywamy Kampusem Odnowienia, to była działalność, która w jakiś sposób sprzyjała chociażby właśnie poprze te częste wizyty decydentów na budowie, przekonywanie, że właśnie my tu zaczynamy, ale potrzebujemy już, owocowały tym, że nasz głos był lepiej słyszalny, że władze Uniwersytetu tutaj przy wsparciu zresztą również władz regionalnych mogły przedstawić te swoje postulaty w Warszawie, mieliśmy też wizyty tutaj Pana Premiera Buzka i na najwyższym szczeblu, które pozwalały na bezpośrednie przedstawienie tych naszych właśnie potrzeb i myślę, że pozwalały też lepiej zrozumieć na czym to wszystko polega i dzięki temu już następne władze tutaj pod przewodnictwem Prof. Ziejki jako Rektora kolejnych dwóch kadencji po tej naszej kadencji zakończonej w 1999 roku zaowocowały już bardzo dużymi, konkretnymi, właściwie unikalnymi jak na tutaj warunki polskie kwotami na budowę Kampusu z centralnych funduszy, które nawet nie były funduszami, które przechodziły przez rząd o ile dobrze wiem tylko bezpośrednio przy podziale dotacji przez Sejm były przyznawane i one spowodowały, że tak wielka inwestycja mogła zaistnieć. Tak, że tak jak mówię tutaj Kampus ma nie tylko w sensie koncepcji, nie tylko w sensie realizacji naprawdę bardzo wielu twórców, współtwórców, patronów, opiekunów i tylko dzięki temu tak duże przedsięwzięcie mogło zostać doprowadzone do tego co obecnie tym Kampusem jest. Moim jedynym niepokojem jeżeli mogę tutaj tak pod koniec powiedzieć jest w pewnym sensie tragiczna sytuacja jeśli chodzi o studentów, to jest oczywiście sytuacja ogólnopolska, nie lokalna, nie zawiniona przez władze Uniwersytetu tylko niestety przez głównie czynniki demograficzne i te wszystkie czynniki socjalne, które powodują, że poziom urodzeń jest tak niski i w związku z tym poziomie, może nawet nie chodzi o poziom, tylko liczebny stan kandydatów w tym wieku - jak to czasem żartem nazywamy - poborowym to jest dramatycznie niski. I teraz właściwie mamy takie troszeczkę poczucie, że jeżeli to się nie zmieni to być może te budynki, te mury będą w znacznie mniejszym stopniu wykorzystane niż mogłyby być. Mówi się o tym, że musimy studentów zagranicznych kształcić w większym stopniu, że z Ukrainy, też w szczególności studenci już się pojawiają, ale to są liczby w dalszym ciągu niewielkie i to też wynika z sytuacji materialnej studentów. Wiadomo, że studenci z tych krajów rozwijających się, bo tylko raczej o takich możemy myśleć, potrzebują stypendiów, potrzebują środków, których my też potrzebujemy, więc tu jest bardzo poważny problem, to jest też problem na dzisiaj. Jak już mówiłem tutaj te wszystkie przedsięwzięcia związane z budową Kampusu miały bardzo wielu patronów, dobrych duchów bym nazwał, ale jedna osoba w szczególności była przez nas uważana za właśnie takiego dobrego ducha całego przedsięwzięcia, który zresztą bardzo nam pomagał w takiej praktycznej już realizacji. Mówię tutaj o Pośle i Ministrze w Kancelarii Premiera w tym czasie Panu Kazimierzu Barczyku, który po pierwsze był bardzo zaprzyjaźniony z Uniwersytetem, więc był w stałym kontakcie z nami, z Rektorem Kojem, a te kontakty sprzyjały też wielu dyskusjom, które pozwalały wypracować optymalny model jaki można by było znaleźć, aby przekonać władze państwowe, że warto zainwestować w Kampu Uniwersytetu. A więc w szczególności była to idea połączenia budowy Kampusu z Jubileuszem Odnowienia Fundacji Uniwersytetu Jagiellońskiego, które jak wiadomo 600 lat przed tym okresem, to dokładnie było w roku 1400, druga fundacja i odpowiednie dokumenty z tym związane to właśnie ta sugestia i przedstawienie jej już w postaci konkretnego wniosku zaowocowało po pierwsze spotkaniami na najwyższym szczeblu właśnie w Kancelarii na Komitecie Ekonomiczno-Społecznym Rady Ministrów tego wniosku i potem zaowocowało konkretnymi dotacjami finansowymi, które umożliwiły budowę Kampusu. Tak, że tutaj myślę, że do tej pory na każdym jakimś spotkaniu, nie tak dawno było takie spotkanie organizowane przez Pana Rektora Nowaka, obecnego Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który chciał w jakiś sposób zakończyć budowę Kampusu. Niezależnie od samego przebiegu tej uroczystości to osoby bezpośrednio zaangażowane w budowę jak to się spotkanie rozpoczynało, to zawsze witały, spotykały te osoby, które w tym uczestniczyły i zawsze jest taki komentarz i muszę powiedzieć, że ten komentarz odnośnie Pana Kazimierza Barczyka jako takiego dobrego ducha całego przedsięwzięcia, który tutaj na przestrzeni wielu lat występował też był szczególnie podkreślamy. Tak, że muszę powiedzieć, że to jest oprócz wielu, wielu innych osób, których wspólne działanie się na to składało, były jednak osoby, które szczególnie były w to zaangażowane.
Rok 2018, część IV