Prof. Wojciech Froncisz
WypowiedziJestem profesorem biofizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W ciągu ponad już 50 lat pracy na Uniwersytecie pełniłem wszystkie możliwe funkcje oprócz głównego rektora. Byłem kierownikiem po kolei zakładu, dyrektorem Instytutu, Dziekanem i Prorektorem ds. Rozwoju. I w latach, pod koniec lat 90-tych, kiedy Rektorem był Prof. Koj powołał mnie Rektor Koj na pełnomocnika ds. Kampusu, nowego Kampusu. Sytuacja wtedy była trudna szczególnie dla nas, dla Instytutu Biologii Molekularnej (instytut prof. A.Koja), który powstał dokładnie w 1970 roku i początkowo mieliśmy się w Collegium Juridicum na Grodzkiej w budynku bodajże z XIV wieku gdzie były mury grubości 1, 5 m, gdzie był grzyb, gdzie były warunki potworne, aparatura, która była zainstalowana, szczególnie wirówki, powodowały drgania tak, że trzeba było podstemplować stropy, żeby się budynek nie rozleciał. I na początku przyjechałem, ja nie byłem z Krakowa, ja przyjechałem do Krakowa gdzie powstała Katedra Biochemii i Biofizyki, a ja byłem biofizykiem i nawet początkowo na Reymonta w nowym budynku fizyki mieliśmy jedno pomieszczenie wypożyczone i po roku, kiedy był remont Collegium Juridicum przeprowadziliśmy się właśnie do tego budynku. Po kilkunastu latach, do roku 1982 byliśmy w tym budynku i Uniwersytet wtedy wynajął z Kurii Śląskiej budynek w Alejach, Seminarium Śląskie i tam się przenieśliśmy w roku 1982, do budynku też, który kompletnie nie był przystosowany do tego typu działalności naukowej, jaką prowadziliśmy, bo to był hotel dla seminarzystów. Wspaniała była biblioteka, tam była kaplica, ale budynek był w fatalnym stanie infrastrukturalnym. Tak, że to było nasze doświadczenie z Rektorem Kojem, że bez nowego budynku, nowych laboratoriów my nie jesteśmy w stanie rozwijać się naukowo, być konkurencyjni z tym, co się dzieje na świecie. Dlatego starania za pierwszej kadencji Rektora Koja i potem była przerwa, był Rektorem Prof. Pelczar i kolejne dwie kadencje Rektora Koja to był główny też wysiłek jak zorganizować budowę budynku dla Instytutu Biologii Molekularnej i pomysły były różne, była zabawna historia, bo powstał projekt i było uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego, między fizyką a chemią tam na Reymonta, zakończyło się tym, że koparka przerwała przewód doprowadzający elektryczność do budynku chemii i była awaria, przez kilka dni nie mieli prądu, tak wyglądało otwarcie niby budowy. To wszystko padło i potem powstała idea budowy Kampusu gdzieś poza centrum miasta. Było kilka rozważanych lokalizacji, jedna gdzież koło Balic i ta druga, na której ostatecznie powstał Kampus w okolicach Pychowic. Problem był taki, że Uniwersytet nie był właścicielem gruntów i pierwsze wysiłki, jeszcze zanim zostałem Prorektorem, to było skupowanie gruntów. Część gruntów była przekazana przez gminę, natomiast większość była w prywatnych rękach. Ponieważ były to nieużytki wielu właścicieli nawet nie było świadomych, że są właścicielami tych działek. I ten proces skupowania był bardzo uciążliwy, a zaczęliśmy przez jakąś firmę adwokacką, a okazało się, że ta firma mówiła właścicielom żeby podnosili ceny, bo mogą więcej zarobić i takie różne historie, które Uniwersytet przechodził po to żeby mieć, na czym budować. Pierwszy, jeszcze za Rektora Koja były różne wysiłki żeby stworzyć koncepcję Kampusu. To nie było też takie proste, bo nikt z nas nie miał doświadczenia, w jaki sposób budować koncepcję, ile budynków, jakie powierzchnie i jakie technologie powinny być użyte, to był ten wysiłek, kiedy byłem pełnomocnikiem Rektora, aby nauczyć się jak tworzyć w ogóle koncepcję Kampusu. Sam kupiłem wiele książek i literatury amerykańskiej na temat Kampusów i próbowałem studiować. Jedna z ważniejszych jak zaprojektować powierzchnię, jak duże te budynki powinny być. I znalazłem książkę też autora amerykańskiego, który budował algorytm pozwalający na to żeby ocenić czy przewidzieć, jakie powierzchnie powinny być, aby zapewnić działalność naukową i dydaktyczną, w zależności od liczby studentów, w zależności od liczby pracowników i od dziedziny nauki, bo to różne są wymagania w różnych dziedzinach nauki. I przerobiliśmy tą koncepcję na algorytm wewnętrzny, który pozwolił żeby przeliczyć ile powinno być powierzchni dla poszczególnych wydziałów. Były firmy, była firma angielska, która próbowała przygotować taki masterplan Kampusu, jak oni sobie wyobrażali, jak powinien wyglądać ten Kampus. Była jeszcze jedna firma angielska i powstały dokumenty gdzie były pierwsze koncepcje naszego Kampusu. Potem okazało się, że ze wzglądu na finansowanie musimy najpierw ograniczyć do czegoś bardziej konkretnego i to na pewno już Rektor Szymoński opowiadał o tym, bo za jego prorektorowania powstał pierwszy budynek nieduży tak żeby postawić nogę na tym terenie. I wtedy po jego kadencji ja zacząłem być Prorektorem ds. Rozwoju, zajmowałem się Kampusem i wtedy powstała koncepcja kompleksu nauk biologicznych gdzie było trochę rewolucyjne też podejście, chodziło o to żeby było wiele rzeczy wspólnych, biblioteka, sale duże itd., ponieważ to było rozproszone, każdy instytut na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi miał swoje pomieszczenia, swoje biblioteki oddzielne, a tutaj chodzi o to żeby to wszystko zintegrować, żeby w jednym miejscu były te rzeczy wszystkie potrzebne do prowadzenia działalności naukowej. Kiedy powstała ta koncepcja czy założenia, jakiej wielkości powinny być te budynki dla tego kompleksu nauk biologicznych ogłosiliśmy konkurs, właściwie nie my, na zlecenie Uniwersytetu został ogłoszony przez architektów krakowskich konkurs na budynki kompleksu nauk biologicznych. Najbardziej taki nowatorski projekt powstał przez, opracowany przez Biuro Ingardena i on bardzo przypominał to, co powstało, to centrum przy Rondzie Grunwaldzkim, też takie kształty, ale on specjalnie nie zwracał uwagi na funkcjonalność. Były założenia, że laboratoria powinny być w odpowiedniej odległości od linii tramwajowej, która była już tam projektowana i takie różne założenia, które w tym projekcie nie były przestrzegane. Najbardziej funkcjonalny projekt powstał w pracowni Prof. Fikusa z Poznania i tam wszystko było poukładane zgodnie z założeniami tej koncepcji gdzie laboratoria, jakie połączenia powinny być itd. Tak, że mieliśmy projekt, uzyskaliśmy już pozwolenia, już nawet pozwolenie było na budowę, ale problem był z własnością gruntów. Mianowicie pozostała niewykupiona jedna działka długości 50 m, szerokości 10 m, tak, że do niczego innego się nienadająca, która w tej chwili tam jest droga dojazdowa z ulicy Gronostajowej do kompleksu nauk przyrodniczych. I pamiętam spotkanie u Rektora Koja, na które zostali zaproszeni właściciele tej działki po to żeby dogadać się, po to żeby tą działkę kupić, przyszli, a obydwaj byli na lekkim rauszu, czuć było piwo od nich i w rozmowie nie chcieli ustąpić z ceną, pamiętam cenę, jaką mówili 450 zł za m2, a my kupowaliśmy po 30 zł, 50 zł maksymalnie, a oni zażądali 450 zł za m2 tej działki, a bez tej działki nie można było zacząć budować. Tak, że sytuacja była patowa, nie można było zapłacić, bo by zarzucano niegospodarność, skoro kupujecie po 50 zł, a oni prawie 10 razy więcej żądają i wtedy Tadeusz Skarbek, Dyrektor Administracyjny i on podsunął, że może by skusili się na wymianę działek, żeby tą działkę wymienić, która będzie dla nich, ta działka była nieużyteczna, bo tam nic nie można było wybudować tak, że nie miała wartości prawie żadnej, ale byli właścicielami. I jeszcze wtedy mówiono, że to byli, byli Radni Miasta Krakowa i oni nie byli właścicielami od dawna tylko kupili wiedząc o tym, że na tym terenie ma powstać Kampus, kupili od pierwotnych właścicieli tą działkę i potem chcieli na tym się dorobić dzięki temu, że mieli wiedzę, że tam coś ma powstać. I Uniwersytet zaoferował im działkę inną, zresztą wykorzystali na parking i potem mieli z tego jakąś korzyść i zgodzili się na wymianę i dzięki temu można było zacząć budować ten pierwszy kompleks nauk biologicznych. Problemem od początku było finansowanie i Ministerstwo wprowadziło do budżetu sumę pierwszą na budynek dla Instytutu Biologii Molekularnej, dzięki której można był ten pierwszy budynek budować, ale nie było żadnej pewności, że będzie dalsze finansowanie przynajmniej tego kompleksu nauk biologicznych. Zbliżał się jubileusz i myśleliśmy jak wykorzystać ten jubileusz, żeby zagwarantować finansowanie budowy Kampusu. Pomysły były różne i tak naprawdę bez inicjatywy Pana Posła Kazimierza Barczyka ta sprawa by nie ruszyła. On był tym pomysłodawcą, w jaki sposób zagwarantować finansowanie. I tak dotarliśmy, był taki już moment, że mieliśmy pozwolenie na budowę, był rozstrzygnięty przetarg, to jeszcze według starych zasad organizowaliśmy przetarg na budowę kompleksu nauk biologicznych i to też była historia ciekawa, ponieważ powstała komisja przetargowa i podzieliliśmy się rolami, każdy z nas miał za zadanie żeby zbadać sprawność firm, które przystąpiły do przetargu. I jeździliśmy do różnych budów po to żeby porozmawiać z ludźmi czy współpraca z tymi firmami była korzystna czy nie. Tak, że przetarg był wtedy bardzo solidnie przygotowany i przetarg wygrała firma Mostostal z Warszawy. Firma w ostatnim momencie wycofała się z tego przetargu, okazało się, że oni dali najniższą cenę, ale okazało się, że niedoszacowali i się okazało, że za tą sumę nie są w stanie wybudować. Tak, że została firma krakowska Budostal 5, która zaczęła, miała zacząć realizację. Ale właśnie kłopot był z finansowaniem. Ministerstwo w ostatnim momencie zablokowało te środki i wtedy, Pan Poseł Kazimierz Barczyk interweniował, wspólnie z Rektorem Kojem udało się odblokować te początki finansowania na pierwszy budynek kompleksu nauk biologicznych. Kompleks nauk biologicznych składał się z 3-ch budynków połączonych ze sobą i pierwszy budynek to był Instytut Biologii Molekularnej i na to było 50 kilka milionów zapisane w budżecie Ministerstwa. Tak, że udało się rozpocząć budowę, zbliżały się te uroczystości i nie było dobrego pomysłu jak zagwarantować finansowanie na kolejne budynki i budynku, które jeszcze, koncepcja nie była gotowa pozostałych wydziałów przyrodniczych, matematyki. I na cztery dni, jeszcze wrócę do tego roku 1998, kiedy na prośbę wielu środowisk, w tym środowiska akademickiego rząd zobowiązał się przeznaczyć w budżecie państwa odpowiednie środki na budowę III Kampusu, jako inwestycji wieloletniej, pozwoliło to na rozpoczęcie budowy kompleksu nauk biologicznych, którego pierwszy budynek powstał w roku 2001, została zakończona budowa. Ale nie było pomysłu jak zagwarantować finansowanie dalsze. I dzięki inicjatywie Pana Posła Kazimierza Barczyka 27 września 2000 roku na cztery dni przed uroczystościami 600-lecia zorganizował spotkanie nasze w Komitecie Społecznym Rady Ministrów. Na tym spotkani byłem ja i Rektor Królas i ja prezentowałem tam koncepcję Kampusu. Chcieliśmy uzyskać wsparcie Rady Ministrów, czyli żeby powstała uchwała Rady Ministrów, która gwarantowała finansowanie tej inwestycji wieloletniej. Ale to nie było, Rada Ministrów, zmieniał się rząd, to było już pod koniec kadencji Premiera Buzka i nie wiadomo byłoby, co byłoby dalej. I na tym spotkaniu pamiętam moment przełomowy była obecna wtedy Pani Wiceminister Finansów Wasilewska-Trenkner, ja jej nie znałem, była jakaś osoba, która jej powiedziała, że najlepiej to byłoby doprowadzić do ustawy o programie wieloletnim. Myśleliśmy, że to jest jakiś wybieg żeby pozbyć się na i była obecna też Pani Teresa Kamińska na tym spotkaniu, zrobiła przerwę, spotkaliśmy się wtedy w mniejszym gronie właśnie z Panią Wiceminister Finansów i ona wytłumaczyła, o co chodzi. Ja po raz pierwszy słyszałem wtedy w ogóle, co to jest wieloletni program czy ustawa o wieloletnim programie i na te cztery dni przed wystąpieniem Premiera Buzka w Filharmonii powstała koncepcja jak dalej działać, czyli jak doprowadzić do tego żeby sejm uchwalił ustawę o programie wieloletnim, która wtedy gwarantuje, że finansowanie będzie realizowane przez następne lata. To był taki moment przełomowy gdzie powstała koncepcja jak dalej iść z finansowaniem tego Kampusu. Na spotkaniu w Filharmonii Pan Premier powiedział te słowa, które pamiętam, powiedział wtedy, że dlatego z wielką satysfakcją informuję Państwa, że rząd skieruje do sejmu projekt ustawy o wieloletnim finansowaniu przez Państwo rozbudowy Uniwersytetu Jagiellońskiego i budowy III Kampusu w ciągu 10 lat. I to były słowa kluczowe, które pozwoliły na dalszą działalność, żeby doprowadzić do powstania tej ustawy i uchwalenia przez sejm. Było wiele obaw również na Uniwersyteckie, dlatego, że wtedy było budowane to nowe skrzydło Biblioteki Jagiellońskiej, obawiano się, że finansowanie Kampusu zablokuje ukończenie nowego skrzydła Biblioteki Jagiellońskiej. Na samym Uniwersytecie też było wiele głosów, nawet przeciwnych, żeby nie angażować się w Kampus, dopóki się nie skończy Biblioteki Jagiellońskiej, a budowa skrzydła trwała przez wiele lat, ona się ciągnęła, dlatego, że Ministerstwo dawało niewielkie środki i to się ciągnęło. Udało się przekonać i senat i ludzi na Uniwersytecie, że jednak warto starać się o ten program wieloletni, że to nie powinno, były też gwarancje przynajmniej słowne z Ministerstwa, że to nie powinno zakłócić finansowania i dokończenia budowy skrzydła Biblioteki Jagiellońskiej. To był 1 październik, kiedy te słowa padły ze strony Premiera Buzka, 1 października 2000 roku. I zaczęły się trochę schody, w jaki sposób doprowadzić do tego żeby powstała ta ustawa i żeby zyskać wsparcie Rady Ministrów najpierw, potem komisji sejmowych i na końcu całego sejmu. Pierwszy projekt ustawy to była inicjatywa również Pana Posła Barczyka, na początku pamiętam jak przysłał pierwszy projekt ustawy, bardzo krótki, które gwarantowały to finansowanie. Natomiast trzeba było przygotować cały dokument, w którym byłaby przedstawiona cała koncepcja, koszty, oszacować koszty realizacji. I to była ogromna praca, którą wykonaliśmy w roku od właśnie 1 października 2000 roku do momentu, kiedy projekt ustawy trafił do parlamentu i to było w roku 2001, 2 maja Prezes Rady Ministrów Jerzy Buzek przesłał Marszałkowi Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej Maciejowi Płażyńskiemu projekt ustawy z uzasadnieniem trybu pilnego oraz opinią dotyczącą zgodności proponowanej regulacji z prawem Unii Europejskiej. Minister Edukacji Narodowej został upoważniony do prezentowania stanowiska rządu w tej sprawie w toku prac parlamentarnych. To był ten moment gdzie była szansa, że ustawa zostanie uchwalona przez sejm i będzie finansowanie gwarantowane przez następnych 10 lat. W międzyczasie stało się wiele rzeczy, zostały powołane specjalne komisje gdzie wszystkie resorty miały ustosunkować się do projektu tej ustawy, było, w niektórych resortach byli ludzie, którzy byli przeciwni temu, nie wspierali, pamiętam, że pod koniec grudnia dostaliśmy wiadomość od Premiera, że na 15 stycznia mamy przygotować taki kompletny dokument, było wtedy dosłownie chyba trzy tygodnie czas i w międzyczasie były święta Bożego Narodzenia i mieliśmy ten dokument przygotować. Pracowaliśmy wtedy bardzo intensywnie, ale, i potrzebowaliśmy różne opinie z miasta, od różnych organów, to wszystko trzeba było zorganizować. Potrzebowaliśmy z miasta odpowiednią opinię wspierającą budowę Kampusu, chodzi o to, że miasto nie jest przeciwne. W ciągu tygodnia przygotował odpowiedni dokument wspierający tą inicjatywę. Tak, że było bardzo wiele życzliwych osób, które rzeczywiście włożyły dużo energii i serca w to żeby ten dokument powstał. Regularnie jeździłem do Warszawy, pamiętam, że poznałem w ten sposób Pana Posła Stanisława Kracika, który zaangażował się bardzo w tą sprawę i przez niego poznałem wielu posłów. Też taka ciekawostka, bo ostatnie posiedzenie Rady Ministrów, która wsparła ten projekt ustawy siedziałem przed salą i czekałem na wynik tej debaty. I w międzyczasie różni ministrowie wychodzili z sali, ja do każdego dochodziłem i mówiłem o Kampusie i prosiłem o wsparcie. I pamiętam, że wtedy Ministrem Sprawiedliwości był śp. Lech Kaczyński, on wyszedł z sali, ja też podszedłem i mówię mu Panie Ministrze itd., czy Pan poprze naszą, on powiedział, że tak, w ten sposób poznałem Pana Ministra Lecha Kaczyńskiego. Ale w naszym resorcie odpowiedzialnym za szkolnictwo wyższe nie było już takiego wsparcia, to też było zrozumiałe, bo oni byli odpowiedzialni za szkolnictwo wyższe w całej Polsce i obawiali się czy raczej te różne ośrodki inne obawiały się, że finansowanie Kampusu spowoduje ograniczenia w finansowaniu potrzeb inwestycyjnych w innych ośrodkach. To było zanim Polska przystąpiła do Unii Europejskiej tak, że jedyna możliwość finansowania to było z budżetu państwa. Te środki ograniczone, tak, że te obawy też były zrozumiałe. Wtedy nie wiedzieliśmy, że przystąpimy do Unii i dzięki temu potem uzyskamy środki pozwalające na to żeby wybudować infrastrukturę badawczą, dydaktyczną w różnych ośrodkach. Tak, że te obawy były jakby uzasadnione. I tutaj taka ciekawa historia, o której też może warto wspomnieć, bo 2 maja ten projekt już zaakceptowany przez Radę Ministrów wypłynął do sejmu, to był taki okres, że w ostatnim dniu projekt ustawy krążył po różnych ministerstwach i chodziło o to, żeby każdy, to było w trybie obiegowym poparcie i wtedy coś mnie tknęło i mówię do Tadeusza Skarbka, jedźmy do Warszawy i przypilnujmy, żeby ten projekt wypłynął rzeczywiście z Kancelarii Premiera do Kancelarii Sejmu. I pojechaliśmy tego dnia i tam któryś z dyrektorów mówi do nas, słuchajcie, ale nie ma pisma uzasadniającego tryb pilny. Zgodnie z art. 124 Konstytucji musi być uzasadnienie resortu o trybie pilnym. Ale to nie ma sprawy, napiszcie jakieś pismo, pójdźcie do Ministerstwa, żeby ktoś podpisał to uzasadnienie. U usiedliśmy z Tadeuszem, napisaliśmy takie pismo i on poszedł do naszego Ministerstwa po podpis i tam wtedy jednym z Wiceministrów był ktoś chyba z lubelskiego i on podpisał to uzasadnienie. Tak, że mieliśmy gotowe pismo, przyniósł i dokumenty mogły wypłynąć w komplecie do Kancelarii Sejmu. Wtedy szefem tej komórki prawnej przy Premierze był Pan dr Proksa o ile dobrze pamiętam, byliśmy u niego w gabinecie, ucieszeni, że wszystko załatwiona i że wszystkie dokumenty poszły tak, że jest szansa żeby to zostało zrealizowane. I rozmawiamy sobie przy kawie, na komórkę dzwoni przedstawiciel naszego Ministerstwa i do mnie z pretensją, że przekroczyłem swoje kompetencje, że pismo zostało przygotowane nie przez nich itd., ja zgłupiałem zupełnie, dlatego, że ta sprawa była ustalona na posiedzeniu Rady Ministrów, że to ma być tryb pilny, Premier polecił żeby to zrealizować. I my niczego nie zrobiliśmy wbrew decyzji Premiera czy Rady Ministrów, ja wtedy zadzwoniłem do Pani Teresy Kamińskiej i mówię, Pani Minister ja tego nie rozumiem, zrobiliśmy wszystko żeby postąpić zgodnie z tym, co zostało ustalone. I ona zadzwoniła do Ministerstwa i sprawa ucichła, dokumenty poszły i potem sejm, to przechodziło jeszcze przez komisje, było cały szereg spotkań. Od momentu jakby decyzji politycznej, że powstanie ustawa o programie wieloletnim do momentu przekazania projektu ustawy do parlamentu, to było od 1 października do 2 maja, czyli razem 8 miesięcy i w ciągu tych 8 miesięcy było wiele problemów, które powstawały na gorąco, nie spodziewaliśmy się tego, że będą znaczne opory w samym rządzie wśród polityków, co do wsparcia tego projektu. Dlatego żądano ciągle nowych dokumentów, nowych opracowań i mieliśmy wątpliwości czy w końcu uda się doprowadzić do pomyślnego końca. Krytyczne było posiedzenie Rady Ministrów, to było w końcu kwietnia, na którym Rada Ministrów musiała ten projekt poprzeć albo nie poprzeć i byliśmy zaproszeni dzięki inicjatywie Pana Posła Barczyka do Warszawy gdzie siedzieliśmy przed salą Rady Ministrów i czekaliśmy na decyzję Rady Ministrów. I po posiedzeniu Rady Ministrów gdzie Rada postanowiła poprzeć ten projekt ustawy był taki mały poczęstunek, gdzie zostały omawiane szczegóły postępowania dalej. I wtedy wyniknęła sprawa właśnie trybu pilności, to był koniec kadencji sejmu i jedyna szansa żeby sejm zdołał uchwalić nową inicjatywę ustawodawczą to był ten tryb pilny. Inaczej sprawa by nie przeszła. Wtedy się zorientowaliśmy, że postępowanie naszego resortu było takie właśnie, żeby nie poprzeć tego trybu pilnego, w związku z tym żeby ta odpowiedzialność nie spadła na nasz resort, bo oni wszystko robią, projekt idzie, a potem sejm nie zdąży tego załatwić, tak, że to nie jest ich wina. I na tym spotkaniu po posiedzeniu Rady Ministrów właśnie rozmawialiśmy, Pan Poseł Barczyk, Pani Minister Kamińska, sam Premier i wtedy była mowa i również przedstawiciel naszego resortu i sam minister i wiceminister, rozmawialiśmy o tym trybie pilnym. Z naszego resortu nie było wsparcia żeby to był tryb pilny, natomiast ustalono - i to była decyzja praktycznie Premiera - że musimy zorganizować tryb pilny, bo inaczej to wszystko nie ma, jego obietnica o tym, że rząd wesprze po prostu rozpadła się. Tak, że to zostało ustalone i się rozjechaliśmy, wróciliśmy do Krakowa i w przeddzień, w ostatni dzień, kiedy ten projekt ustawy miał w trybie obiegowym być poparty przez różne resorty pojechaliśmy do Warszawy żeby przypilnować czy wszystko zostało doprowadzone do końca zgodnie z tym, co zostało ustalone wcześniej. I tam zorientowaliśmy się, że właśnie nie ma pisma, które by uzasadniało ten tryb pilny procedowania tej ustawy. Przygotowaliśmy odpowiednie pismo, w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego jeden z wiceministrów podpisał, papiery były gotowe i formalnie wszystko było załatwiona tak jak było wcześniej ustalone. Wtedy siedząc w gabinecie Pana dr Proksy dostałem telefon od wiceministra Pana Zdrady, który wyrażał pretensje, że postąpiliśmy, przekroczyliśmy nasze kompetencje i my przygotowaliśmy pismo. Byliśmy zupełnie zaskoczeni jak Premier ustala, wszystko jest ustalone, a potem nagle są ruchy, które mają zablokować. W międzyczasie było wiele takich różnych momentów krytycznych, bo zorientowaliśmy się, że nasz resort nie wspiera, wtedy Przewodniczącym KBN był Prof. Wiszniewski z Wrocławia, który był praktycznie przeciwny temu żeby wesprzeć Uniwersytet Jagielloński. My szacowaliśmy koszty realizacji Kampusu na ponad 800 mln, 860 mln i na tym posiedzeniu Rady Ministrów ostatnim gdzie nastąpiła decyzja o wsparciu przez rząd tego projektu rozwinęła się dyskusja i Pan Prof. Wiszniewski wtedy protestował, w końcu nie chciał się narazić Premierowi. Tak, że ta kwota 800 mln została ucięta do 600 mln w związku z 600-leciem Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ta kwota nie wystarczała na realizację Kampusu. Wtedy Przewodniczącym Komitetu Badań Naukowych był Prof. Wiszniewski, który był przeciwny finansowaniu nowego Kampusu dla Uniwersytetu Jagiellońskiego i to on zaproponował żeby ograniczyć środki przeznaczone na budowę Kampusu. Początkowe szacunki kosztów realizacji nowego Kampusu sięgały kwoty miliarda złotych, następnie po opracowaniu koncepcji dokładnej i wycenie przez fachowców ta kwota ograniczyła się do około 860 mln zł z tym, że były założenia o wkładzie własnym Uniwersytetu oraz o wkładzie gminy w infrastrukturę. Krytycznym momentem było posiedzenie Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów 19 kwietnia, na którym rozważano ten nasz projekt i wtedy Komitet przyjął i rekomendował Radzie Ministrów projekt ustawy i proponował, aby w latach 2001-2010 przeznaczyć z budżetu państwa kwotę 87 mln zł. I następnie 30, po 11 dniach, kiedy w trakcie dyskusji na posiedzeniu Rady Ministrów ta kwota padła ze strony Prof. Wiszniewskiego kwota 600 mln na 600-lecie Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tworzenie koncepcji architektonicznej Kampusu było zaangażowanych wiele osób. Ja poznałem wtedy kilka osób, które miały w ogóle pojęcie o architekturze, technologiach itd. Dzięki Posłowi Stanisławowi Kracikowi, który był wtedy burmistrzem Niepołomic poznałem Pana inż. Borutę, który w Niepołomicach mieszkał i od niego po raz pierwszy usłyszałem pojęcie BMS. Nie miałem pojęcia, o co chodzi i dzięki spotkaniu z nim zrozumiałem jak ważne jest, żeby taki system w nowych budynkach był. To był projekt pierwszy w Polsce budynku użyteczności publicznej żeby taki system zainstalować. Ja potem, jedną z największych firm na świecie to jest firma Johnson, odwiedziłem tą firmę, to jest firma globalna największa na świecie i tam uzyskałem jakby dodatkowe informacje jak oni na kampusach amerykańskich wdrażają taki system, który pozwala na to, aby zapanować nadużyciem energii, żeby zoptymalizować koszty utrzymania tych budynków, co było bardzo ważne. Zresztą było wiele sprzeciwów też na Uniwersytecie, że Uniwersytet nie podoła w utrzymaniu nowych budynków, ponieważ powierzchnia tych budynków była bardzo duża i koszty utrzymania, mieliśmy problemy w starych budynkach żeby utrzymać, i chodziło o to żeby te budynki były tak zaprojektowane żeby koszty utrzymania nie były większe niż w starych budynkach i to udało się zrealizować mimo tego, że było naprawdę bardzo wiele osób krytycznie wypowiadających się, że Uniwersytet nie podoła żeby utrzymać nowe budynki o takiej powierzchni. I to dzięki Panu inż. Borucie został wprowadzony ten system do pierwszego budynku i potem w kolejnych budynkach i budowa tego pierwszego budynku była kontrolowana przez Towarzystwo Niemieckie TIFF gdzie inspektorzy niemieccy przyjeżdżali i sprawdzali czy wszystko jest robione zgodnie z zasadami współczesnego technologii. Tak, że ten budynek był pierwszym budynkiem w Polsce, który uzyskał certyfikat odpowiedniej, jakości, z czego byliśmy bardzo dumni, bo dzięki temu byliśmy pewni, że koszty eksploatacji będą do ogarnięcia, będzie nas stać na to żeby w tym nowym budynku istnieć. Koncepcja budowy Kampusu miała wielu wprost przeciwników. Uważano, że przeniesienie się z centrum miasta czy z Kampusu I czy z III w okolicach Reymonta gdzieś tam na peryferia miasta, że to nie będzie korzystne dla Uniwersytetu. Tam były obawy, że nie utrzymamy tego. Muszę powiedzieć historia, która była przykra wtedy i też dla mnie osobiście, mianowicie ja wakacje spędzałem w Stanach pełniąc funkcję, trudno było pogodzić badania naukowe z pełnieniem funkcji Prorektora i wyjeżdżałem w okresie wakacyjnym do Stanów, tam w laboratorium mogłem robić rzeczy, które mnie fascynowały. W 2001 roku przed przeprowadzeniem się z Seminarium Śląskiego na Kampus do nowego budynku wszystko było zorganizowane i pojechałem na początku lipca właśnie tam do tej uczelni amerykańskiej, po dwóch czy trzech dniach rozmawiam z żoną przez telefon i dowiaduję się, że na Uniwersytecie jest afera z mojego powodu, mianowicie, że koszty utrzymania w tym nowym budynku będą rzędu 5 mln zł i że w związku z tym do tego budynku trzeba część chemii przeprowadzić już po to żeby zapanować nad kosztami. Ja wsiadłem w samolot, po dwóch dniach byłem z powrotem i rozmawiam, co się dzieje, przecież to wszystko mieliśmy skalkulowane, ocenione i koszty utrzymania budynku w ciągu roku były szacowane na około 1 mln, a ktoś rzucił 5 mln. Taka była atmosfera wtedy niewspierająca działanie, żeby powstało coś tylko utrudnianie z różnych powodów, trudno mi w tej chwili wymieniać, chciano zrobić aferę z tej działalności, bez której Uniwersytet nie był w stanie rozwijać się. Wiele takich momentów było, które świadczyły o tym, że wsparcie było ograniczone wewnątrz Uniwersytetu, co do tej koncepcji Kampusu. Teraz po latach widzimy i możemy się chwalić tym, że mamy Kampus na poziomie światowym. Tam wprowadziliśmy wiele, będąc w Stanach w różnych ośrodkach starałem się rozmawiać, w jaki sposób buduje się i potem jak dba się o infrastrukturę na tych uczelniach, my tutaj wiele rzeczy wdrożyliśmy dzięki tym moim doświadczeniom czy moich wynikających z tych spotkań na uczelniach amerykańskich. Teraz po latach jesteśmy już w tym pierwszym budynku dużym, minęło już lat 18 i teraz widzimy, że należałoby myśleć jak dalej się rozwijać, bo już są ograniczenia lokalowe. W ciągu tych 18 lat wiele rzeczy trzeba było zmodernizować, poprawić, bo nie było w Polsce firmy, które miałyby doświadczenie z budowaniem takich obiektów. Popełniliśmy też błędy, ale też uczyliśmy się na błędach popełnionych w innych polskich uczelniach. Jak wspominałem było wiele osób na Uniwersyteckie, które były przeciwne i były różne sytuacje, które obawiałem się, że mogą ukrócić tę naszą inicjatywę. Ale było wiele osób, czy były osoby kluczowe dla powodzenia całej akcji i jedną z najważniejszych osób tych kluczowych, dzięki, którym cały projekt mógł być realizowany był Pan Poseł, Minister Kazimierz Barczyk. Bez jego inicjatywy, bez jego działania sprawa by nie przeszła. Ja sam, jako Prorektor, bo jestem fizykiem z wykształcenia, nie miałem pojęcia o wielu rzeczach i dzięki takim osobom jak Pan Poseł, Pan Minister mogłem funkcjonować, poznać się z osobami krytycznymi w całym tym procesie i na pewno Uniwersytet powinien pamiętać o tym przy każdej okazji w przyszłości. Bardzo wiele było osób, które wspierały, dzięki którym sprawa Kampusu mogła posuwać się do przodu, natomiast były też przedziwne jakby żądania ze strony różnych osób z Warszawy dotyczące tej sprawy. Pamiętam takie jedno spotkanie, które organizował Pan Rektor Koj, czyli to było jeszcze w okresie, kiedy koncepcja się rozwijała, spotkanie z Panem Ministrem Balcerowiczem, który został zaproszony do Krakowa i siedzieliśmy w restauracji na Brackiej, rozmawialiśmy o Kampusie. I pamiętam, że wtedy Pan Prof. Balcerowicz powiedział, że on sprawę poprze, jeśli skalkulujemy, jakie efekty gospodarcze będą z budowy Kampusu. I my wtedy z Rektorem Kojem zastanawialiśmy się jak my mamy to skalkulować, ile warto jest absolwent np. biologii na rynku. On tak sobie wyobrażał, że my skalkulujemy i to będzie argument wspierający, że dzięki temu, że wykształcimy nowych biologów czy fizyków to nasza gospodarka rozwinie się, żeby to wszystko skalkulować i to będzie argument. Takie były momenty gdzie zastanawialiśmy się czy naprawdę te osoby wesprzeć czy tak po prostu podrzucają różnego rodzaju problemy po to żeby sprawa się odsunęła. Wtedy długo rozmawialiśmy z Rektorem Kojem, o co tak naprawdę chodzi Panu Prof. Balcerowiczowi, wtedy był chyba Ministrem Finansów.
Rok 2019, część XI